
W ostatni weekend października sędziowie amatorzy zapowiadają protest. Nie wiadomo jeszcze jaką formę ten protest przybierze, co arbitrzy będą robić w ten weekend, a czego nie zrobią, ale zapowiada się wydarzenie mogące lekko wstrząsnąć ligową piłką nożną na niższych, lokalnych szczeblach.
Czego domagają się sędziowie i na co chcą zwrócić uwagę swoim protestem? Oczekują podwyżki wynagrodzeń oraz zwiększenia bezpieczeństwa na meczach.
Przez kilkanaście lat mojej obecności w amatorskiej piłce zawsze starałem się nie komentować meczowej pracy sędziów. Wychodziłem z założenia, że skoro piłkę kopią amatorzy na siódmym czy ósmym poziomie rozgrywkowym i popełniają masę błędów technicznych, taktycznych i fizycznych, przynależnych do tego poziomu, to na jakiej podstawie miałbym oczekiwać, że sędzia amator, który nie ma nawet dwudziestu lat (chodzi o doświadczenie) będzie nieomylny.
Unikałem więc tych ocen, a naszych arbitrów dzieliłem zawsze na dwie podstawowe kategorie: tych, którym bardzo zależy i całą resztę, która, zwłaszcza w meczach niższych lig młodzieżowych, prowadzi zawody lekceważąco, nie biegając, nie angażując się, spędzając mecz niemal w całości w środkowym kole boiska.
W ostatni weekend, w dwóch meczach, w których uczestniczyłem, sędziowie, swoimi błędnymi decyzjami, kilka razy, bardzo poważnie skrzywdzili piłkarzy, zabierając im ligowe punkty.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Konflikt – spór – awersja, sędziów i piłkarzy niższych lig jest legendarna, trwa od lat i jest wpisana w ten segment masowej, weekendowej rozrywki.
Sędziowie domagają się podwyżek wynagrodzenia, a zapłacą przecież kluby, więc podsycenie awersji dostanie mocnego paliwa.
O jakich pieniądzach rozmawiamy? Sędzia za jeden mecz piłkarski otrzymuje od klubu 140 PLN. Trójka sędziowska otrzyma 420 PLN. Ktoś może uznać, że to nie jest dużo, że domaganie się podwyżki jest słuszne, w końcu wszystko wokół staje się z dnia na dzień coraz droższe.
W tym wszystkim najbardziej pokutuje odwieczne przekonanie, że piłka amatorska jest darmowa. Niestety, nie jest. Jeśli Twój klub uczestniczy w rozgrywkach Klasy B i Klasy A, to trzeba zapłacić prawie 1000 złotych za samo zgłoszenie do rozgrywek. Klub płaci za wiele rzeczy. Za weryfikację boiska, za obserwatora na meczu (jeśli się pojawi), za transfer zawodnika z B klasy, za transfer własnego zawodnika do innego klubu B klasy, nawet za wypożyczenie na pół roku juniora z innego klubu. Jeśli do tego wszystkiego nie jeszcze masz własnego boiska, to musisz jakieś wynająć do treningu, a potem do rozegrania meczu. To i cała reszta, sprawia, że amatorska piłka nożna dawno przestała być darmowa. Jest droga i nie ma się co dziwić, że ilość klubów uczestniczących w rozgrywkach ligowych pod patronatem PZPN ciągle maleje, jednocześnie wzrasta popularność prywatnych ligi piłkarskich, na małych boiskach, gdzie wszystko jest prostsze i bardziej przejrzyste.
Podniesienie ryczałtów sędziowskich, jeśli do tego dojdzie, nie poprawi sytuacji w amatorskiej piłce. Kluby muszą płacić, nie mając żadnych argumentów do tego, żeby rozliczać arbitrów z ich pracy. Od pewnego czasu, arbitrzy nie są karani za swoje błędy, nie tylko na boisku, bo Związek zapewne wychodzi z założenia, ze skoro jest tak mało sędziów do obsadzenia meczów, że skoro brakuje nawet arbitrów do ustalenia pełnej obsady (sędziowie asystenci) na meczu Klasy B czy juniorów, to karanie tylko pogorszy ten stan rzeczy. Błędne koło.
Dziś sędzia na boisku często zdany na samego siebie. Bez sędziów liniowych, popełnia masę błędów, które wprowadzają na boisku i na ławkach trenerskich, narastającą frustrację, którą z kolei tylko powiększa szastanie przez arbitrów kartkami wobec trenerów w odruchu ratowania swojej reputacji. Sędziowie upodobali sobie kilka „filmowych” zasad przeniesionych z telewizyjnych meczów wyższego szczebla i np. z upodobaniem ganiają trenerów, którzy wyszli metr czy dwa ze swojej strefy poza boiskiem, nawet wtedy, kiedy na większości boisk niższych lig, żadnej takiej strefy oczywiście nie ma. Jakby to było najważniejsze, jakby to wpływało na poziom widowiska, jakbyśmy koniecznie musieli udawać, że uprawiamy tę samą dyscyplinę, którą widzimy w przekazach TV. Na meczu B klasy nie tylko nie ma VAR-u czy strefy ławki rezerwowej. Na meczu Klasy B nie ma nawet sędziów liniowych.
Czy sędziom należy się podwyżka? Każdy ma prawo domagać się większego wynagrodzenia za wykonaną przez siebie pracę. Ale obecny system nie jest dobry. Nie można łączyć sportu amatorskiego, opartego na wolontariacie, z płaceniem za sędziowanie. Bo niezależnie od tego, jak małe czy duże byłyby to pieniądze, zawsze będzie powstawał ogromny dysonans między arbitrami, którzy te pieniądze będą brali, a zawodnikami, którzy te pieniądze będą im płacić. Klub i tak za to zapłaci, nieważne czy w sposób bezpośredni, czy w formie innej, obowiązkowej opłaty.
W Polsce jeszcze niedawno istniał taki system amatorski na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, także centralnych. Nie było sędziów zawodowych. Do czego to doprowadziło, każdy pamięta sprzedawanie, kupowanie i ustawianie meczów na masową skalę. Dopiero wprowadzenie zawodowstwa w pracy sędziowskiej sprawiło, że sytuacja stała się przejrzysta i poprawiła się na tyle, że można uznać pracę sędziów za dobrą.

Myślę, że podobna zasada musi, prędzej czy później, zostać wprowadzona w ligach amatorskich. Oczywiście w odpowiedniej skali. Jakaś forma pół zawodowstwa. Jakaś forma zatrudnienia przez Związek.
Wiem, że to nie jest proste. Wiem, że chętnych do arbitrażu jest mało, a w każdy weekend na Pomorzu jest co najmniej 120 meczów, którym należy zapewnić obsadą sędziowską, wiem, że to problem. Ale dalsze udawanie, że piłka nożna jest dla wszystkich i jest darmowa, ale jednocześnie trzeba zapłacić więcej sędziom, nie jest dobrą drogą.
