Jarosław Kościelak: Czy na pomorskich stadionach jest bezpiecznie?
16 grudnia 2024

W środowisku piłkarskim często słyszy się stwierdzenie, że „na Zachodzie sobie poradzili”. Wszyscy dobrze wiemy, że w tym wyrażeniu chodzi o bezpieczeństwo na stadionach podczas wydarzeń sportowych. Co jakiś czas ten zwrot zostaje poddany jednak próbie, gdy dochodzą do nas informacje o kolejnych incydentach na europejskich stadionach.
Do Polski ów trend również przyszedł. Po specyficznych latach dziewięćdziesiątych i początku XXI wieku nastały zupełnie inne, a dla młodszego pokolenia normalne już czasy. Na obiektach pojawił się monitoring, bilety zaczęły posiadać imienne identyfikacje wraz z numerem PESEL, ograniczono sprzedaż alkoholu podczas spotkań. Równolegle do tego procesu zaczęły powstawać nowe stadiony z nowoczesną infrastrukturą, na których nie było już drewnianych ławek czy charakterystycznych metalowych płotów, które jeszcze kilka lat wcześniej służyły jako broń do walki z przeciwnikiem.
Na najwyższych poziomach, gdzie wysokiej frekwencji towarzyszy profesjonalna ochrona, kluby muszą posiadać odpowiednią ilość służb, aby móc rozegrać mecz w ekstraklasie czy pierwszej lidze, a to, jak wiadomo, kosztuje.
A jak wygląda rzeczywistość w niższych ligach, gdzie rywalizują biedniejsze kluby z mniej liczną grupą kibiców, dysponujące skromniejszymi środkami na ten cel? Zgodnie z uchwałą PZPN nr IX/140 z dnia 3 i 7 lipca 2008 roku, kluby są zobowiązane do zapewnienia porządku i bezpieczeństwa w obrębie obiektu sportowego przed rozpoczęciem zawodów, w czasie ich trwania i po ich zakończeniu. Miniona runda jesienna w naszym województwie pokazała, że cały czas zdarzają się przykre przypadki. Ostatnie miesiące przyniosły kilka incydentów, które odbiły się mniejszym lub większym echem w kraju i były opisywane nawet w ogólnopolskich mediach.
GMINNE DERBY
Pierwszy z nich wydarzył się bardzo szybko. W czwartej kolejce słupskiej okręgówki (1 września) w meczu derbowym gminy Kobylnica pomiędzy Granitem Kończewo a Słupią Kobylnica doszło do nieprzyjemnych zdarzeń. Sprawą zajął się nawet Kanał Sportowy, a dużo już mówi tytuł artykułu zamieszczonego na ich stronie internetowej – „Tutaj mogło dojść do linczu”, w którym opisana została niedzielna rywalizacja. W tym spotkaniu arbiter pokazał trzy czerwone kartki – wszystkie dla graczy z Kobylnicy. Nerwowo zrobiło się jednak dopiero po meczu, gdy Granit w końcówce spotkania strzelił dwie bramki odwracając wynik ze stanu 2:3 na 4:3. Kiedy sędziowie byli już w szatni, zniszczone zostały dwa pojazdy należące do nich. Na miejsce została wezwana policja, która spisała zeznania i przesłuchała świadków. Najwięcej pretensji było do sędziego głównego. Ze strony Słupi dominuje narracja, że arbiter był stronniczy i według nich po prostu słaby. Z relacji świadków z kolei słychać, że podczas meczu na trybunach spożywany był w dużych ilościach alkohol, który w połączeniu z niekorzystnym wynikiem Słupi stał się początkiem do obrażania sędziego i drużyny przeciwnej, w bardzo obraźliwych słowach, nawet jak na piłkarskie widowiska.
Dość powiedzieć, że trójki sędziowskiej bronił przewodniczący słupskiego Kolegium Sędziów Pomorskiego ZPN stwierdzając, że na „chamstwo, groźby i tłum, nad którym nikt nie panuje” nie poradzi nawet najlepszy sędzia.
Na podsumowanie jeszcze jedna relacja świadka wydarzeń: ”Tu nie było ani kulturalnie, ani bezpiecznie. To było antywidowisko i pokaz tego, czym piłka nożna być nie powinna. To wszystko na oczach rodzin z dziećmi. Skończyło się na festiwalu chamstwa, przemocy i zniszczeń, dobrze tylko, że nie doszło do jakiejś większej tragedii”.
ATAK NA SEKTOR GOŚCI
Na kolejny przypadek nie trzeba było długo czekać, bo dokładnie sześć dni. W szóstej kolejce pomorskiej IV ligi doszło do incydentu podczas meczu Pogoni Lębork i Jaguara Gdańsk. W 60 minucie spotkania zamaskowani pseudokibice Pogoni zaatakowali sektor gości, na którym znajdowało się pięciu kibiców Jaguara, w tym prezes gdańskiego klubu. Po całym zajściu chwalili się oni swoimi zdobyczami – tj. flagą Jaguara – w mediach społecznościowych. Po przerwanym spotkaniu i interwencji policji, pomimo niechęci gości sędzia wznowił mecz, który ostatecznie zakończył się podziałem punktów.
Komisja Dyscyplinarna Pomorskiego Związku ukarała Pogoń pięcioma tysiącami kary oraz zakazem rozgrywania meczów domowych z udziałem kibiców i wyjazdów zorganizowanych grup na trzy miesiące.
SKANDAL W PIĄTEJ LIDZE
5 października do kolejnego zdarzenia doszło podczas spotkania piątej ligi pomiędzy Stoczniowcem Gdańsk a Sokołem Bożepole Wielkie. Według świadków, grupa chuliganów wbiegła na stadion przy ulicy Marynarki Polskiej i zaatakowała kibiców drużyny gości. Zerwali flagę Sokoła, a także poturbowali sympatyków gości, w wyniku czego 14-latek trafił do szpitala. Sędzia przerwał spotkanie w 62 minucie przy prowadzeniu gospodarzy 1-0 i nie wznowił go, ponieważ do szatni zeszła drużyna gości nie chcąc kontynuować gry.
Jak pisały trójmiejskie media, kilka godzin po całym zajściu gdańscy policjanci zatrzymali dwóch najbardziej agresywnych mężczyzn, którzy brali udział w ataku na kibiców Sokoła. Komisja Dyscyplinarna ze względu na brak zapewnienia bezpieczeństwa podczas spotkania ukarała gospodarzy 2000 zł kary i nałożyła zakaz rozgrywania meczów u siebie bez publiczności na okres czterech miesięcy. Stoczniowiec wydał w tej sprawie oświadczenie, pisał, że „nie byli w stanie zapobiec tym bulwersującym wydarzeniom” oraz skierował zarzut pod adresem rywali, którzy „nie poinformowali o przyjeździe zorganizowanej grupy kibiców, przez co nie wzmocnili ochrony na ten mecz”. Zarząd Stoczniowca nie zdawał sobie również sprawy, że sympatycy klubu Sokół Bożepole Wielkie mogą budzić negatywne emocje u pseudokibiców, a także nie sądził, że spotkanie w ramach rozgrywek ligi okręgowej może przynieść takie wydarzenia. Gdański klub dodał, że również jest ofiarą tego incydentu, otrzymując karę finansową, którą odczują posiadając ograniczony budżet, a także będzie miało to negatywny wpływ na wizerunek klubu.
Sokół odniósł się do tych słów, twierdząc, że na ten mecz nie udała się żadna zorganizowana grupa, tylko sympatycy klubu wybrali się we własnym zakresie oraz nie rozumie zarzutu o niepoinformowaniu gospodarzy o przyjeździe grupy kibiców, w której znajdują się najczęściej rodziny i znajomi zawodników Sokoła.
Mecz został dokończony 13 listopada i obie drużyny wznowiły go w 62 minucie. W ciągu tego czasu Sokół zdołał strzelić jedną bramkę, ostatecznie remisując spotkanie.
WALKA W LIDZE OKRĘGOWEJ
Ostatnie niepokojące doniesienia doszły 17 listopada, kiedy to w 65 minucie gry przerwano spotkanie w słupskiej lidze okręgowej pomiędzy Myśliwcem Tuchomie, a Kaszubią Studzienice. Sędzia zmuszony został przerwać mecz przy stanie 2-1 dla ekipy ze Studzienic. Z relacji świadków wynika, że zawodnik Myśliwca uderzył piłkarza Kaszubii pięścią w twarz. Sędzia karząc zawodnika, miał być również uderzony i odepchnięty, w wyniku czego przerwał spotkanie.
Po całym zajściu zawodnik przeprosił za swoje zachowanie, tłumacząc je prowokacją słowną ze strony zawodników Kaszubii, przyznając się jedynie do uderzenia pięścią przeciwnika, a nie do ataku na sędziego.
Przedstawiciele Kaszubii odpowiedzieli, że ukarany zawodnik przyjmuje taką linię obrony, powołując się na rzekome ataki słowne na tle narodowościowym. Jednak bez względu na jakiekolwiek okoliczności, do takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść.
Za całe to zajście również nałożono surowe kary. Największą otrzymał zawodnik Myśliwca Tuchomie, który został ukarany trzyletnią dyskwalifikacją. Tak surowa kara podyktowana jest rażącym naruszeniem nietykalności cielesnej przeciwnika. Klub z kolei ma zakaz rozgrywania spotkań z udziałem publiczności na okres siedmiu miesięcy, 2000 zł kary, a także zakaz wyjazdów zorganizowanych grup kibiców na mecz piłkarskie, także na okres siedmiu miesięcy.
Mecz został zweryfikowany jako walkower dla Kaszubii Studzienice.
WNIOSKI
Mimo dużo mniejszej presji na boiskach niższych klas okręgowych cały czas zdarzają się tam nieprzyjemne sytuacje. Są to incydenty wywołane przez uczestników piłkarskich rozgrywek, ale niestety także wywołane przez kibiców czy nawet osoby postronne. Tym ostatnim sytuacjom organizatorom jest najtrudniej zapobiec, ponieważ nie są oni w stanie tego przewidzieć czy i w której minucie pojawią się „goście”. Jeżeli chodzi o wydarzenia na boisku, to trudno jest wytłumaczyć fakt, że niekorzystny wynik czy zła decyzja sędziowska może doprowadzić do tak negatywnych reakcji.
Można przypuszczać, że na opisanych sytuacjach się nie skończy i w przyszłości nadal będą pojawiać się kolejne, a Komisja Dyscyplinarna nadal będzie miała co robić, karząc kluby lub poszczególnych zawodników. Im więcej będzie tego typu przypadków, tym liczba kibiców chcących oglądać czwartą czy piątą ligę będzie mniejsza. Podobnie dotyczy to sponsorów, ludzi chcących poświęcać się piłce czy po prostu samych zawodników lub sędziów.
Trzeba również zrozumieć argumenty klubów, które tłumaczą się, że nie mają pieniędzy na bardziej profesjonalną ochronę spotkań. Całe budżety pochłaniają wydatki związane z utrzymaniem pierwszej drużyny, zespołów juniorskich, do tego dochodzą koszty organizacji spotkań, trenerów i innych niezbędnych zakupów, jak stroje, piłki czy zwykłe pachołki. Jeżeli do tego dojdą kary od Pomorskiego ZPN-u, dotknie to głównie samych zawodników, którzy zamiast nowych piłek czy dresów, będą musieli opłacić kary Komisji Dyscyplinarnej. Kluby nie mają przecież dodatkowej puli w swoich budżetach na tego typu wydatki.
Miejmy jednak nadzieję, że zawodnicy, kibice czy organizatorzy skupią się na sportowej rywalizacji, w której po prostu wygra lepszy.
Jarosław Kościelak
