Futbol reprezentacyjny

Dziś będzie o futbolu reprezentacyjnym. Pretekstem był wczorajszy mecz naszej „młodzieżówki” z Hiszpanią.  
To moja opinia, nie zmuszam nikogo, żeby ją podzielał, ale zapoznać się zawsze można,
Nie przepadam za futbolem reprezentacyjnym. Nie sposób ukryć, że świat się zmienia, że granice, mimo że nie wszystkim to się podoba, zacierają się. 

Dziś w mistrzostwach Europy grają Azerbejdżan, Kazachstan, nie mówiąc już o Izraelu. W Azji od lat rywalizuje Australia, a w trwających właśnie mistrzostwach Ameryki Południowej, czyli Copa America, walczą Japończycy oraz… no jasne, że Katar, a sfrustrowana Argentyna przebąkuje coś o tym, że chcieliby rywalizować w Europie.   To wszystko sprawia, że futbol reprezentacyjny traci na atrakcyjności. Jeśli do tego dodamy monstrualne rozszerzanie uczestników finałowych zmagań (w Europie 24 drużyny, a na mundialu za siedem lat pojawi się… uwaga 48 zespołów!) to widać wyraźnie, że to wszystko przestaje być ekskluzywną, wyczekiwaną przez cztery lata imprezą, a każdy kibic marzył, aby po ciężkich eliminacjach wywalczyć zasłużone prawo uczestnictwa w nich. Dziś, kiedy światem piłki rządzą już tylko wielkie pieniądze, każdy względnie bogaty, każdy posiadający kilku wartościowych zawodników, po prostu ma sportowy obowiązek awansu na taką imprezę. A wszystko po to, aby żadna bogata i wpływowa federacja nie straciła szansy na wyjazd. Gdzie tu walka, emocje, niewiadoma? Do tego dołóżmy wpychane w kalendarz kolejne rozgrywki – Liga Narodów, to naprawdę przeciętny kibic przestaje to wszystko ogarniać. Nie jest też żadną tajemnicą, że obecnie największe pieniądze, a co za tym idzie, najwięcej do powiedzenia, mają kluby. One, z oczywistych powodów, nie są zadowolone z rozdmuchania rozgrywek narodowych, niechętnie „oddają” swoich zawodników/pracowników na zgrupowania i mecze reprezentacji. Cały czas pojawiają się nowe informacje o próbach utworzenia elitarnych rozgrywek SuperLigi dla największych i najbogatszych klubów. Kwestią czasu jest to, kiedy te plany wejdą w życie. Może przesadzam, ale sądzę, że za kilka, kilkanaście lat, mecze reprezentacji narodowych, choćby z powodu migracji, zmian narodowości, przestaną całkowicie funkcjonować.
Póki co, jeszcze są i w tym tygodniu polscy kibice znowu mieli możliwość oglądania swoich zawodników, tym razem w Mistrzostwach Europy U-21, czyli zawodników młodzieżowych. Umówmy się, co do jednej rzeczy: to niewiele, żeby nie powiedzieć – nic nie znacząca impreza dla młodych piłkarzy. Na świecie mało kogo to obchodzi, co widać np. po ilości kibiców na trybunach. No, ale my Polacy, tak bardzo pragniemy potwierdzenia swojej domniemanej potęgi, że na każdym kroku zaklinamy rzeczywistość i rozdmuchujemy ten nasz narodowy balonik oczekiwań. Szkoda, że nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością, że jest to zaklinanie tej rzeczywistości, swoiste wishful thinking.
Kilka lat temu na Mistrzostwach Europy, grał taki piłkarz – Bartek Kapustka. Rozegrał jeden niezły mecz, w drugim dostał czerwoną kartkę, w kolejnym parę razy kopnął do przodu piłkę i od razu w Polsce zapanowała histeria. Kolejna gwiazda! Za chwile podbije angielską Premier Leaque! Jest wielki! Mam pytanie, czy ktoś dziś wie, w jakim klubie Bartek gra? Nie, nie jest to liga angielska…
Podobnie jest teraz. Pokonaliśmy Belgów, którzy okazali się najsłabszym zespołem i przegrali wszystkie mecze. Pokonaliśmy gospodarzy turnieju. Wynik równie cenny, jak szczęśliwy. A potem przyszedł mecz prawdy, który oddzielił prawdziwych piłkarzy, od tych którzy tylko udają, że w piłkę grać potrafią. To nie to, że przegraliśmy 0-5 i że do Tokio na igrzyska możemy pojechać jako turyści. Problem w tym, że my nie byliśmy w stanie wyprowadzić piłki z własnego pola karnego, że umiejąc głównie przeszkadzać, nawet tego nie byliśmy w stanie przeprowadzać. Smutno to wyglądało, bo widać było ogromną przepaść między tym, jak w piłkę grają Hiszpanie, a jak próbujemy robić to my. Żeby było jasne, nie mam do tych chłopaków żadnych pretensji, w przeciwieństwie do innych, ja ich oglądam w zasadzie co tydzień. A Konrada Michalaka to nawet miałem możliwość regularnego oglądania w Lechii. Jak teraz słyszę, że nic się nie stało, że byliśmy świetni, bo zdobyliśmy sześć punktów, że wspomniany Michalak powinien szybko trafić do reprezentacji seniorów, to jest mi smutno. Naprawdę nic się nie stało? Naprawdę chcemy być dumni z chłopaków, którzy nie byli w stanie rozegrać piłki w swoim najważniejszym w życiu meczu? Dziennikarze mówią, że Polacy świetnie cierpieli na boisku. No super, tylko ja bym wolał, żeby świetnie rozgrywali piłkę. Garść statystyk: Hiszpanie rozgromili Polaków, ale z Belgami męczyli się okrutnie (2:1), a z Włochami przegrali (1:3). Więc inni mogli powalczyć. W całym turnieju (trzy mecze) oddaliśmy dziesięć (10!) celnych strzałów, z tego połowa, to w zasadzie podania do bramkarzy. Sytuacje bramkowe w tym turnieju: 19-81. To tak na nasze rozpalone głowy, że mamy super drużynę, wybitnego trenera, że Krystian Bielik jest świetnym piłkarzem itp. Bielik strzelił dwa gole (jeden przypadkowy) i wszyscy dziennikarze oszaleli. Ale jak podał piłkę do tyłu pod nogi napastnika rywali, to już nikt tego nie przypominał, bo nie pasowało do koncepcji. Są na świecie kraje, które nie umieją produkować np. samochodów i wspaniale egzystują, może czas zrozumieć, że są też kraje, w których nie gra się wybitnie w piłkę nożną?
Tak to wygląda. Więcej pokory i umiaru. A wtedy każdy PRAWDZIWY sukces będzie nam smakował o wiele lepiej. Miejmy swoje zdanie, oglądajmy, oceniajmy sami, wyciągajmy wnioski. To taka rada, ogólna, niekoniecznie dotycząca tylko piłki nożnej.

Total Page Visits: 29 - Today Page Visits: 1
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x